„Dziękuję za poprzednią odpowiedź. Muszę jednak dopytać o szczegóły, gdyż nie jest ona dla mnie jasna. Nie jestem prawnikiem, nie chcę polemizować, lecz zrozumieć. A sytuacja jest dla mnie bardzo trudna, a mianowicie.

1) W odpowiedzi widnieje sformułowanie, że w zaistniałej sytuacji winien jest pracodawca, że pracownik jest gotów świadczyć pracę. Przecież to nie ja wymyśliłam jako pracodawca zamknięcie placówek oświatowych. Jako pracodawca muszę się dostosować do zaleceń rządu. Dlaczego na mnie jako pracodawcy ma spoczywać odpowiedzialność finansowa za decyzje rządu, do których muszę się dostosować?

2) Kucharki, sprzątaczki – teoretycznie mogę im dać inną pracę w tym czasie. Nie mam dla nich innej pracy. Bo cóż mają robić? Zająć się przemysłem włókienniczym? Może weki na czas kwarantanny przygotowywać? A może każdego dnia myć puste sale i korytarze? Czy w związku z powyższym mogę im wypłacić 60% wynagrodzenia za czas przerwy?

3) Nauczyciele w szkole mają pracować zdalnie. Jest to zalecenie MEN i KO, przygotowujemy się do takiej pracy. Co z osobami, które twierdzą, że są „starej daty”, nie potrafią i nie będą tak pracować? Czy one zatem mają prawo do wynagrodzenia? Jeśli nie chcą pracować „po nowemu”. Czy osoby, które nie chcą świadczyć pracy zdalnej wypisują wnioski o urlop bezpłatny?

4) Nauczycielki przedszkola – podobnie jak kucharki i sprzątaczki. Nie mam dla nich ekstra zadań na czas przerwy. Zdalnie swojej pracy nie wykonają, przez komputer przedszkolakami się nie zajmą. Co z ich wynagrodzeniem, 60% czy 100% za to, że będą siedziały w swoich domach w gotowości do powrotu do pracy?

Przepraszam za emocje w mojej wiadomości. Jestem bardzo zaniepokojona sytuacją. Zewsząd docierają informacje, że ta przerwa może potrwać nawet do końca roku szkolnego. O ile w szkole widzę jakiś cień na funkcjonowanie online, o tyle w przedszkolach jest to niewykonalne. Z prowadzenia przedszkoli pochodzą moje środki na utrzymanie rodziny, na życie, które zresztą dotychczas w większości inwestowałam w nierentowną szkołę podstawową. Mimo zawartych umów rodzice nie będą płacić opłat stałych, jeśli ich dzieci nie będą miesiącami chodzić do przedszkoli. Umowa jest słabym pocieszeniem. Jeśli ludzie nie będą pracowali, to nie będą mieli z czego zapłacić za przedszkole. Mnie pozostanie droga sądowa, która jest i kosztowna i długotrwała. A tu pensje trzeba ludziom płacić. Co mogą mi Państwo poradzić w takiej sytuacji? Co ja jako pracodawca w zablokowanej branży mogę jeszcze zrobić, żeby „nie popłynąć” przez tego koronawirusa?”

Szanowna Pani,

na wstępie pragnę zaznaczyć, że w uprzednio udzielonej przeze mnie odpowiedzi znajdują się wszystkie istotne informacje na zagadnienia poruszone w Pani pytaniu/ach.

Rozumiejąc jednak obecną sytuację jak też nurtujące Panią w pełni uzasadnione wątpliwości poniżej informuję co następuje:

  • od początku marca br. pojawia się coraz więcej wątpliwości dotyczących prawidłowego postępowania pracodawców w kontekście zagrożenia zarażenia koronawirusem. Pojawiają się pytania na temat tego, jakie przyjąć zasady postępowania dla pracownika i pracodawcy w przypadku możliwości zarażenia koronawirusem;

ad 1) Jeżeli z przyczyn leżących po stronie pracodawcy w określonym czasie nauczyciel nie będzie świadczyć pracy, zastosowanie ma …

Treść tylko dla zarejestrowanych Użytkowników!
Prosimy zalogować się.