Pierwszy raz od niemal trzech lat wzrosło w Polsce bezrobocie. Coś, co zwykle brzmi złowieszczo, tym razem stanowi dobrą informację, ze względu na rosnący w tym samym czasie poziom zatrudnienia i aktywności zawodowej, które jednocześnie osiągnęły wieloletnie rekordy.

Dane GUS o rynku pracy za trzeci kwartał (Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności) pokazały wzrost bezrobocia z poziomu 3,6 do 3,8 proc. Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do spadków liczby szukających pracę. Dlaczego sytuacja się odwróciła i czy wzrost odsetka bezrobotnych można odebrać pozytywnie?

Jest lepiej mimo wzrostu bezrobocia

O 45 tys. osób wzrosło bezrobocie w III kw. br. w porównaniu do ubiegłego kwartału. To jednak w większości przypadków wcale nie oznacza, że tyle osób utraciło pracę, gdyż w tym samym czasie zatrudnienie wzrosło o 52 tys., do 16,62 miliona osób.

Wzrost zatrudnienia i wzrost bezrobocia musi oznaczać, że zmniejszył się odsetek biernych zawodowo. To te osoby są zwykle największym problemem rynku pracy. Jeżeli ktoś nie szuka zatrudnienia, to bardzo trudno, by znalazł się w gronie pracowników. Niewykluczone jednak, że rosnące wynagrodzenia wreszcie zaczęły „wyciągać” część osób z bierności i zmotywowały je do podjęcia próby znalezienia pracy. Niektórym to udało i otrzymali zatrudnienie, a niektórzy jeszcze nie i trafili do grupy bezrobotnych.

Współczynnik bierności zawodowej (czyli odsetek osób nieszukających zatrudnienia w wieku powyżej 15 lat) spadł do poziomu 43,2 proc. Cały czas jest to bardzo wysoka wartość na tle krajów z najlepszymi parametrami na europejskim rynku pracy (Holandii, Szwecji czy Szwajcarii – przedział od 31 do 35 proc.), ale jednocześnie w Polsce jest to wynik najlepszy od III kw. 2000 r.

Rekordowe zatrudnienie

Rekordowy poziom (przynajmniej od 20 lat) osiągnął także odsetek zatrudnionych do populacji w wieku 15-64 lata, który przez Eurostat jest uznawany za bazowy przy większości analiz związanych z rynkiem pracy. Wynosi on obecnie według danych GUS 68 proc.

Polskie rekordy nie oznaczają jednak, że w tej konkurencji jesteśmy w europejskiej czołówce. Obecnie osiągamy rezultaty blisko unijnej średniej, razem z Bułgarią oraz Irlandią. Liderzy Unii to kraje ze wskaźnikiem zatrudnienia do populacji na 75-80 proc. (Czechy, Niemcy, Estonia, Holandia, Szwecja).

By udało się osiągnąć wyniki tych krajów, polska gospodarka musiałaby wytworzyć 2-2,5 miliona miejsc pracy. Wymagałoby to wprowadzenia szerokich zachęt (np. podatkowych) do zatrudnienia osób względnie młodych (18-24 lata), a także tych, którzy zbliżają się do wieku emerytalnego (55-64 lata). Konieczne byłyby również znaczne poszerzenie oferty instytucjonalnej opieki nad dziećmi i promocja zatrudnienia na część etatu, by kobiety miały możliwości względnie szybkiego i możliwie bezproblemowego powrotu do pracy po urodzeniu dziecka.

Marcin Lipka – główny analityk

Kantor wymiany walut on-line Zielona Góra

www.cinkciarz.pl